Pierwsze wrażenia
Jako że byłem już na trzech konwentach organizowanych przez Avangardę (w tym jednej ZjAvie), wiedziałem czego mniej więcej mogę się spodziewać. Dlatego też po wejściu do szkoły konwentowej (swoją drogą, lokalizacja pozostawiała nieco do życzenia) nie poczułem się zaskoczony czymkolwiek. Akredytacja przebiegła szybko ze względu na dość wczesną porę oraz model wprowadzony przez organizatorów po wpadce na Polconie 2013. Co prawda zorientowanie się w rozkładzie pomieszczeń zajęło więcej czasu ze względu na zamianę sal (o czym dalej w części o organizacji). Pomijając jednak to oraz małą ilość osób na początkowych punktach programu, pierwsze wrażenie było pozytywne.
Program
Przy okazji każdego konwentu mam tak, że przeglądam tabelę programową przed wyjazdem, jednak dopiero na miejscu decyduję, na co pójdę. W związku z tym już na terenie konwentu zorientowałem się, że większość prelekcji dotyczy tradycyjnych erpegów – tematu, który nieszczególnie mnie interesuje, zaś część tych, na które chciałem iść, została odwołana. Jakby tego było mało, na większość larpów ciężko było się dostać, ponieważ Mistrzowie Gry postawili na zapisy przed konwentem. Mimo to udało mi się odwiedzić kilka punktów.
Na początek postanowiłem spróbować swoich sił w turnieju najstarszej gry świata – kamień-papier-nożyce, zorganizowanym przez Wojciecha Pawlaka. Przebiegł on bardzo szybko ze względu na wspomnianą wcześniej niewielką frekwencję konwentu w początkowych godzinach. I chociaż nie udało mi się zająć żadnego miejsca na podium, bawiłem się dobrze.
Zaraz potem udałem się na larp Wojciecha "Reszki" Reszkowskiego pt. Agrarna rewolucja, o którym już Grid opowiadał przy okazji relacji z Weekendu Toruńskiej Fantastyki. Mnie przypadła rola sołtysa – obrońcy dawnych tradycji we wsi. Szczerze mówiąc ten punkt konwentu spodobał mi się najbardziej. Wszyscy gracze wczuli się w role, zaś fabuła przybrała zaskakujący i wręcz absurdalny obrót.
Następnie wystartowałem w konkursie wiedzy z growych trailerów i soundtracków, prowadzonym (swoją drogą bardzo dobrze) przez Krzysztofa „Drauga” Mysiaka. Wśród prezentowanych materiałów zdarzały się zarówno banalne, jak z Heroesów 3 czy Wrót Baldura, lecz i trudniejsze, przykładowo z serii Disciples. Jednak dzięki połączonej wiedzy członków drużyny udało nam się zająć drugie miejsce. I to by było na tyle, jeśli chodzi o sobotę.
Na niedzielę miałem upatrzone trzy punkty programu. W pierwszej kolejności poszedłem na warsztaty Marcina "Słowika" Słowikowskiego oraz Jakuba "Shonsu" Barańskiego dotyczące pisania larpów. Dzięki nim znacząco poszerzyłem swoją wiedzę o najczęściej popełniane błędy, pomysły na mechanikę walki czy sposoby budowania relacji między postaciami i nie omieszkam wykorzystać tych nauk w praktyce podczas pisania kolejnego larpa.
Kolejna była prelekcja dotycząca gier komputerowych osadzonych w Śródziemiu, prowadzona przez Drauga. Przedstawił on gry kojarzone przez większość graczy, takie jak Bitwa o Śródziemie bądź Śródziemie: Cień Mordoru, jednak poruszył też temat gier zupełnie zapomnianych (jak Hobbit z 1983 roku) oraz takich, o których słyszałem po raz pierwszy (vide Shadow of Mordor z 1987).
Ostatnia punkt programu, który nawiedziłem na ZjAvie, także dotyczył adaptacji twórczości Tolkiena, albowiem była to dyskusja o Hobbicie Petera Jacksona. Wspólnie omówiliśmy wszystkie aspekty filmowej trylogii, począwszy na sensie podziału, a skończywszy na kreacjach bohaterów. O Hobbicie pewnie jeszcze wypowiem się na łamach Raptora, dlatego pominę do jakich wniosków doszliśmy.
Organizacja
Jako organizator konwentów i w miarę doświadczony konwentowicz wiem, że wpadki się zdarzają. Gorzej jednak, jeśli faktycznie rażą w oczy. Do tej pory nie pojmuję, dlaczego część sal została zamieniona. Wprowadzało to jedynie chaos, zwłaszcza na początku konwentu, kiedy uczestnicy nie znali jeszcze terenu. Odpowiednie oznaczenia oczywiście pojawiły się, jednak niesmak pozostał. Ponadto potępiam wymuszanie na uczestnikach kupowanie ochroniaczy na obuwie. Jest to zrozumiałe, jeśli ktoś nie posiada butów na zmianę, jednak niektórzy członkowie patrolu konwentowego wymagali ich także od uczestników, którzy obuwie zmienili. Ponadto dwukrotnie spotkałem się z sytuacją, gdy zabrakło sprzętu na prelekcję, co jest dla mnie niezrozumiałe. Organizatorzy przecież wiedzą przed konwentem, czego potrzebują prowadzący do przeprowadzenia punktu programu. Odrobinę może też boleć jakość nagród, wydzielonych dla każdego konkursu osobno zamiast zastosowania przyjętego przez większość imprez systemu waluty konwentowej.
Co nie znaczy, że było tragicznie. Na plus wypada wspomniana przeze mnie na samym początku akredytacja, a także punkt informacyjny, w którym gżdacze oraz orgowie chętnie pomagali uczestnikom w znalezieniu odpowiedniej sali czy zapisaniu się na sesję bądź larpa. Ponadto koordynatorzy programowi chętnie służyli pomocą i radą.
Games room
O games roomie nie mogę powiedzieć złego słowa. Więcej: to największy plus ZjAvy. Do dyspozycji uczestników oddano naprawdę dużą salę gimnastyczną wypełnioną stolikami oraz ogromną ilość gier planszowo-karcianych. A ludzie grali przez cały czas. Niektórzy prawdopodobnie zamiast spać spędzali czas nad Talismanem czy innym Munchkinem. Ja sam spędziłem tam mnóstwo czasu, grając do trzeciej w nocy. Dodatkowo prezentowane były zarówno nowości wydawnicze, jak Magia i Myszy, ale też i tytuły starsze, jak Neuroshima Hex. Nie zabrakło też gier bitewnych pokroju X-Winga czy Wojnacji.
Wystawcy
Ilość wystawców na ZjAvie pozytywnie mnie zaskoczyła. A jeszcze bardziej zaskoczyło mnie ich zróżnicowanie. Stoiska z przypinkami i koszulkami nie stanowiły większości jak na wielu konwentach, nawet wręcz przeciwnie. Poza nimi można było zaopatrzyć się w gry, kostki, kubki, kufle, kielichy, biżuterię, wyroby skórzane i nie tylko.
Podsumowanie
Szóstą edycję ZjAvy oceniam, jak w zasadzie każdy konwent Avangardy, za mocno nierówną. Z jednej strony games room, stoiska i część programu, z drugiej błędy organizacyjne. Ostatecznie jednak bawiłem się dobrze, poznałem wielu ludzi, dlatego też wrażenia wynoszę pozytywne i za rok, jeśli nic mi nie przeszkodzi, przyjadę na kolejną Zimową Jazdę Avangardową.

Komentarze
Prześlij komentarz