Tekst został pierwotnie opublikowany w zinie internetowym Bamaga w 2014 r.
Na tegoroczny Pyrkon czekałem od chwili, w której rok temu wyjechałem z Międzynarodowych Targów Poznańskich. Impreza zachwyciła mnie wówczas całym swym ogromem: ilością uczestników, stoisk czy też gier w Games Roomie. Oczywiście nie był to konwent idealny, jednak bawiłem się znakomicie. Mimo to jadąc z Płocka do Poznania miałem pewne obawy. W zeszłym roku przybyło ponad 12 tysięcy ludzi, przez co organizatorzy mieli problemy z ogarnięciem tak wielkiego wydarzenia.
Dlatego też, gdy nasza płocka ekipa podjechała w południe pod teren targów, zostałem bardzo mile zaskoczony brakiem kolejki do akredytacji. Nowy system wydawania wejściówek, pozbawiony zbierania danych uczestników i zapinania opasek na nadgarstkach, był strzałem w dziesiątkę. Tym bardziej, że już w piątek przekroczono próg 16 tysięcy uczestników (!). W prawdzie gorzej było przy barierkach, które w wyniku natłoku ludzi w końcu uległy awarii, lecz w tym wypadku wina nie leży po stronie organizatorów.
Ze względu na tak ogromną liczbę uczestników niestety nie byłem w stanie wziąć udziału w większości prelekcji. Sale były całkiem zapełnione, nawet gżdacze w pewnym momencie przestali wpuszczać ludzi. Odwiedziłem jedynie trzy punkty programu ostatniego dnia konwentu, z czego dwa związane były z jedną z moich ulubionych serii – Pieśnią Lodu i Ognia. Pierwszy, prowadzony Annę „Czeko” Dymarczyk, dotyczył religii w Siedmiu Królestwach. Prelegentka opisywała poszczególne wierzenia oraz ich powiązania z rzeczywistymi religiami w tak ciekawy sposób, że nawet świetnie znając temat słuchałem jej ze sporym zainteresowaniem.
Drugim punktem programu było spotkanie z Michałem Januszewskim, tłumaczem Pieśni Lodu i Ognia, prowadzone przez Asię Witek. Chociaż pan Michał odpowiadał na pytania w sposób nieco lakoniczny, można było dowiedzieć się kilku ciekawych faktów dotyczących tłumaczenia serii, George’a R.R. Martina i innych tematów. Joannie należy się z kolei pochwała za świetne poprowadzenie spotkania i przejmowanie inicjatywy w zadawaniu pytań, kiedy uczestnicy milczeli.
Ostatnia prelekcja, prowadzona przez Anetę Jadowską, popularną pisarkę fantastyczną, odbyła się na scenie i związana była z seryjnymi morderczyniami. Sposób opowiadania pani Anety jest naprawdę barwny, dlatego też nie zawiodłem się. Historie Aileen Wuornos, Belle Gunness czy Juany „Mataviejitas” Barrazy autentycznie wciągały.
Ilość odwiedzonych prelekcji nie oznacza jednak, że nudziłem się. Wręcz przeciwnie: przez cały czas miałem jakieś zajęcie. Do dyspozycji uczestników oddano Games Room, w którym można było wypożyczyć naprawdę wiele planszówek oraz karcianek. Przez większość czasu można było mieć problem ze znalezieniem wolnego stolika, jednak sporo osób radziło sobie, np. grając na podłodze. Spędziłem tam sporo czasu, m.in. podczas dyżuru w ramach współpracy z wydawnictwem Black Monk, kiedy to tłumaczyłem chętnym zasady Munchkina, Kragmorthy i wielu innych gier oraz obserwując turniej Wojnacji – systemu bitewnego Arka „Dragon Warriora” Grzeszczaka, o którym wspominaliśmy kilkakrotnie w relacjach z poprzednich konwentów. Obie atrakcje cieszyły się sporym zainteresowaniem.
Dla tych, którzy preferują gry elektroniczne, przygotowano sąsiednią halę, w której można było zasiąść do komputerów i konsol. Tutaj także natłok ludzi mógł dawać się we znaki. Do specjalnie przygotowanego egzemplarza PS4 dobicie się graniczyło z cudem, z konsolami mijającej generacji było nieco lepiej. Przez 24 godziny na dobę oblegane były także stoiska z Rock Bandem czy Dance Dance Revolution. Mimo to jakoś udało mi się chwilę posiedzieć przy Left 4 Dead 2 i Marvel vs. Capcom 3. Warte odnotowania są także turnieje popularnych gier e-sportowych, takich jak StarCraft 2, Dota 2, League of Legends czy Hearthstone.
Według niektórych targi stały się esencją Pyrkonu. Ciężko jest mi ocenić, czy faktycznie odgrywają dominującą rolę, ale nie wątpię, że co najmniej istotną. Straganów było, rzecz jasna, więcej niż w zeszłym roku, a można było kupić absolutnie wszystko: od książek i komiksów (w tym oczywiście mang), przez gry wszelkiego rodzaju, po stroje i gadżety. Raj dla fantastów oraz otaku. Wracając z konwentu, zostałem tak naprawdę bez grosza. Imponująca była także ilość wystaw. Zaprezentowano istne arcydzieła z klocków LEGO, przepiękne makiety z Gwiezdnych Wojen, modele statków ze Star Treka, obrazy i rękodzieła. Do tego istniała możliwość odwiedzenia obozu Mandalorian bądź Bractwa Piwa wzorowanego na falloutowym Bractwie Stali.
Kilkakrotnie wspominałem o ilości uczestników. Głównie dlatego, że przybyło ich aż 24 tysiące (!), co daje Pyrkonowi miejsce w czołówce europejskich konwentów (!!). Chociaż mówienie o konwencie jest nieco nie na miejscu, ponieważ sami twórcy przestali określać imprezę tym mianem, zamiast tego nazywając ją festiwalem. Czy organizatorzy podołali? Niekoniecznie. O zapełnieniu sal prelekcyjnych i ogólnym tłoku już wielokrotnie napomykałem, więc nie ma co się powtarzać. Dodam tylko, że przy takiej frekwencji i takim rozmieszczeniu atrakcji, zagłuszały się one wzajemnie. Dodatkowo umasowienie imprezy sprawiło, że zaczęły pojawiać się kradzieże – zjawisko powszechne na koncertach i większych wydarzeniach, jednak do tej pory omijające konwenty (a przynajmniej te fantastyczne). Dotarły do mnie też sygnały, że w pewnym momencie zabrakło pakietów startowych. Pozostaje mieć nadzieję, że zostaną wyciągnięte wnioski i w przyszłym roku problemy te nie wystąpią, albo przynajmniej będą szybko rozwiązywane.
Mimo tych nieprzyjemnych okoliczności panowała na konwencie świetna atmosfera. Ludzie byli sympatyczni i z przyjemnością integrowali się, zarówno w ramach bloku integracyjnego (za który należy się organizatorom pochwała), jak i w wyniku spontanicznych akcji. Dopisała także liczba cosplayerów, w zdecydowanej większości w perfekcyjnie wykonanych strojach, co znacząco uprzyjemniało widok.
Pyrkon 2014 nie był konwentem… Przepraszam: nie był festiwalem idealnym. Dochodziło do sytuacji niekoniecznie miłych, np. gżdaczy gubiących roll-up pierwszego dnia i odnajdujących go ostatniego lub zabierających przez przypadek rzeczy osobiste wystawców podczas sprzątania. Mimo to organizatorom należy się szacunek za przygotowanie tak dobrej imprezy, pomimo wielu trudności. Bawiłem się świetnie i jestem pewien, że gdy przyjadę za rok, będzie jeszcze lepiej.

Komentarze
Prześlij komentarz