[RELACJA] Pyrkon 2015


Tekst pierwotnie opublikowany na stronie Café Raptor w 2015 r.

Gdy rok temu pisałem dla Bamagi relację z Pyrkonu, zakończyłem ją zdaniem „Bawiłem się świetnie i jestem pewien, że gdy przyjadę za rok, będzie jeszcze lepiej.” Pora na rozliczenie. Czy było lepiej? Odpowiedź jest krótka: nie. Gorzej? Też nie. W zasadzie nie czułem żadnej różnicy. 

Choć oczywiście nie wszystko było takie samo. Do dyspozycji uczestników oddano znacznie większą halę noclegową, targi znajdowały się w innym miejscu, a prelekcje także zostały przeniesione w większości do nowego budynku. Rozrosły się wystawy (gdzie jedną z głównych atrakcji był przywieziony przez HBO Żelazny Tron) oraz games room (jak zwykle świetnie wyposażony). Zatem wszystkiego było więcej: miejsca, stoisk, programu, ale także i uczestników. Choć tendencja podwójnego przebijania frekwencji z ubiegłorocznej edycji została przełamana, na MTP przybyło ponad 31 tysięcy ludzi. W związku z tym problemy, które wcześniej dawały w kość, takie jak przepełnienie sal, wcale nie zniknęły. Po raz kolejny gżdacze wypraszali część słuchaczy z prelekcji. Rozumiem, że zaważyły względy bezpieczeństwa, jednak niezbyt miło zostać wyrzuconym z sali. Wygląda na to, że nie istnieje rozwiązanie tego problemu. 

Jednak gdy odstałem swoje w kolejce do wejścia (długiej, owszem, ale nic dziwnego – przyjechałem tuż po otwarciu kas, a po kilku godzinach kolejka zniknęła) i wszedłem na teren festiwalu, poczułem się jak w domu. Pyrkon nic nie stracił ze swojego klimatu: specyficznego, innego od pozostałych imprez fantastycznych. Znów na każdym kroku napotykałem sympatycznych, czasem mniej lub bardziej zwariowanych ludzi chętnych do integracji. Co chwilę słyszałem okrzyk „Zaraz będzie ciemno!” albo „Przegrałem!” Stężenie cosplayerów na metr kwadratowy przekraczało skalę. I za to właśnie kocham ten festiwal. 

Na Pyrkonie w zasadzie rzadko udaje mi się zrealizować jakiś plan. Nie poszedłem na żadną z zaplanowanych prelekcji, za to poprowadziłem więcej niż miałem, pomagając koleżance w konkursie lektorskim opartym na Grze o tron oraz dyskusji na temat tego serialu. Na obu punktach programu sala była zapełniona, a ludzie dobrze się bawili podkładając głos pod postacie oraz dyskutując o ich dalszych możliwych losach. Do tego dochodzi mój larp osadzony w świecie Metra 2033, który udał się zaskakująco dobrze. Mimo znacznie zwiększonej ilości graczy (13 postaci zaplanowanych, a ostatecznie zagrało 30 osób) mam wrażenie, że wszyscy byli zadowoleni. 

A skoro już o Metrze mowa, warto także wspomnieć o znakomitych gościach zaproszonych przez organizatorów, wśród których znalazł się sam Dmitry Glukhovsky (czepialskich ostrzegam – sam autor chce, aby tak zapisywano jego nazwisko) – twórca tejże serii. Chętnych po autograf było mnóstwo – kolejka ciągnęła się przez kilkadziesiąt metrów korytarza, po czym wychodziła poza budynek. Samo podpisywanie książek zostało zorganizowane sprawnie, zaś odrobiny klimatu dodawała obecność dwóch Nieśmiertelnych – bohaterów powieści Futu.re

W tym roku po raz pierwszy byłem na finale Maskarady. Dzięki sponsoringowi SciFi Universal stawka w konkursie była wysoka – nagrodą w kategorii głównej było 5000 złotych. Poziom strojów był zróżnicowany – niektóre moim zdaniem kulały pod względem wykonania, jednak większość wyglądała niesamowicie. Niestety, gorzej było pod względem prezentacji. Duża część cosplayerów ograniczyła się do przejścia po scenie w rytm muzyki. Na szczęście kilka osób miało pomysł na zaprezentowanie kostiumów i wypadły bardzo dobrze. Cieszy mnie, że jurorzy ostatecznie wyłonili faktycznie najlepsze cosplaye, zaś mój faworyt (Michał Gwiazda jako Garrus z Mass Effecta) zdobył nagrodę główną. Pod względem organizacyjnym nie mam za wiele zastrzeżeń. Jakub Ćwiek w roli prowadzącego dał radę i nie przynudzał zbytnio. Największym problemem był nieszczęsny telebim, wyświetlający obraz w tragicznej jakości. Bolało to tym bardziej, że sala była zapełniona i niektórzy mogli obejrzeć występy tylko na ekranie. 

Po raz kolejny nie obyło się bez wad, częściowo psujących odbiór festiwalu. Część z nich dotknęła mnie bezpośrednio, o pozostałych słyszałem od innych uczestników. Mimo to bawiłem się znakomicie i wiem, że za rok wrócę do Poznania. Tym razem jednak bez przekonania, że będzie lepiej. 

Komentarze