[FELIETON] Krajobraz po San Diego Comic-Con 2015


Tekst pierwotnie opublikowany na stronie Café Raptor w 2015 r.

W niedzielę dobiegł końca kolejny San Diego Comic-Con. Dla niezorientowanych: konwent ten jest jednym z najważniejszych wydarzeń dla geeków i nerdów z całego świata. To tam dowiadujemy się mnóstwa szczegółów odnośnie nadchodzących filmów i kolejnych sezonów seriali, a także dostajemy zapowiedzi całkiem nowych tworów kultury. Dostaliśmy w tym roku sporo materiałów, lecz skupię się na tych, które naprawdę mnie interesują. 

Nieobecność Marvel Studios sprawiła, że Warner Bros. z DC królowało dzięki dwóm zwiastunom. Nowy trailer Batman v Superman: Dawn of Justice zmiażdżył poprzedni w sposób podobny do ostatniego teasera „Przebudzenia mocy”. Klimat dosłownie wylewa się z ekran i nie przeszkadza mi nawet kreowanie Supermana jako mesjasza ludzkości z rzeszą wyznawców i zbrojnym ramieniem (walka żołnierzy z Batmanem na pustyni – wspaniała!). Choć niewiele dowiadujemy się o fabule (i bardzo dobrze, koniec z trailerami spoilerującymi całość historii), konflikt Mrocznego Rycerza z Kryptończykiem został zarysowany znakomicie, a Ben Affleck jako Wayne wydaje się coraz lepszy. Dodatkowo dostaliśmy możliwość spojrzenia na kolejnych bohaterów w ruchu. O ile nie miałem wątpliwości, że Jeremy Irons świetnie wypadnie w roli Alfreda, tak przy pozostałych postaciach jestem pozytywnie zaskoczony. Gal Gadot jako Wonder Woman jest nienajgorsza (jasne, znalazłyby się lepsze aktorki do tej roli, ale nie ma tragedii), zaś Jesse Eisenberg jako Lex Luthor bardzo przypadł mi do gustu, mimo że jego kreacja odbiega od tej, którą zwykle kojarzyłem z tym bohaterem. Pojawia się też kilka smaczków dla znających komiksy, takich jak scena zabójstwa Wayne’ów czy też kostium Robina zabazgrany przez Jokera. 

Skoro już mowa o klaunie, przejdźmy do drugiej zapowiedzi od DC, czyli Suicide Squad, która początkowo funkcjonowała jako wyciek nagrany kamerką, jednak obecnie jest na szczęście dostępna w HD. Niestety nie jest ona aż tak dobra jak „Świtu sprawiedliwości”. Przede wszystkim wybijają się tutaj jedynie trzy postacie. Deadshot w wykonaniu Willa Smitha wypada nadspodziewanie dobrze i mam nadzieję, że podobnie będzie w kinie. Margot Robbie jako Harley Quinn przypomina wersję tej bohaterki z serii gier Arkham, tylko z nieco stonowanym szaleństwem, co mi się podoba. No i oczywiście jest jeszcze Joker w kreacji Jareda Leto, z którym mam największy problem. Chociaż jego zachowanie, spokojniejsze od Nicholsona i Ledgera, lecz wciąż niepokojące stawiam na plus, tak wygląd zupełnie mi nie leży. Pozostali członkowie Task Force X są mi zupełnie obojętni. Mogę jeszcze pochwalić wygląd Killer Croca, znacznie lepszy niż na zdjęciach, oraz dobrą muzykę. 

Jednak brak Marvela nie oznacza braku filmów opartych o jego komiksy. 20th Century Fox promowało poza mającą premierę już niebawem Fantastyczną Czwórką swoje przyszłoroczne hity – X-Men: Apocalypse oraz Deadpoola, z których dysponujemy jedynie nieoficjalnymi nagraniami. Po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć Oscara Isaaca jako jednego z największych wrogów X-Menów i… Jest tak sobie. Ot, fioletowy Malekith. Zdecydowanie nie tego oczekiwałem. Poza tym niewiele więcej można powiedzieć ze względu na jakość wycieku. Może tyle, że Sophie Turner jako Jean Grey wypada kiepsko. 

Kiepskich mutantów rekompensuje na szczęście ich kolega z komiksów. Humor, krew i seks – oto składniki, które wybrano do stworzenia idealnej ekranizacji, ale scenarzyści nieprzypadkowo dodali do mieszanki jeszcze jeden składnik: łamanie czwartej ściany. I tak narodził się trailer Deadpoola, zawierający wszystkie cechy, za które ludzie kochają pyskatego najemnika. Początek przywodzi na myśl kolejną produkcję o narodzinach superbohatera, ale znika to w momencie, gdy zamiast Wade’a Wilsona, żywiciela rodziny zgłaszającego się do eksperymentu, widzimy kolesia w czerwono-czarnym stroju, siedzącym na wiadukcie i rysującym… samego siebie. 

Dość jednak kina superbohaterskiego, pora na ostatnią najbardziej oczekiwaną premierę tego roku, czyli siódmy epizod Star Wars. Tym razem nie dostaliśmy zwiastuna, a jedynie film z planu, ale i tak warto go obejrzeć. Zazwyczaj nie interesują mnie tego typu materiały, lecz ten aż mnie wzruszył, jak wyjątkowo traktowane jest dziedzictwo Starej Trylogii. I nie chodzi tutaj tylko o praktyczne efekty specjalne zamiast napompowania CGI, ale także o atmosferę podczas kręcenia. Wszyscy z należytym szacunkiem podchodzą do próby kontynuacji jednej z najważniejszych serii w historii kina. Wyraźnie widać, jak tym ludziom zależy, by produkcja okazała się jak najlepsza i ile wkładają w to pracy. Szczerze wątpię, by tak to wyglądało na planie np. ostatniego Terminatora

Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o ekranizacji gry komputerowej z mojego prywatnego TOP3. Mowa oczywiście o filmie Warcraft. Dosłownie pół godziny od chwili, gdy piszę te słowa, w sieci pojawił się wyciek z Comic-Conu i jestem wniebowzięty. Mimo że ciężko oceniać efekty w tak słabej jakości, już tutaj widać, że jest dobrze pod tym względem. Co ważniejsze, klimat gry został jak najbardziej zachowany. Otwarcie Mrocznego Portalu wygląda niemal tak, jak zwykle sobie to wyobrażałem. Cieszy mnie też wierność materiałowi źródłowemu – Durotan zachowuje się jak należy, tak samo jak Gul’dan. 

Tyle jeśli chodzi o filmy, czas na seriale. Zacznijmy od najstarszego, czyli Doktora Who, wbijającego w fotel trailerem 9. sezonu. Obrazuje on, z iloma zagrożeniami Dwunasty wraz z Clarą będą musieli się zmierzyć. Wśród nich znajdziemy starych wrogów (Zygoni, oklepani już nieco Dalekowie i genialna Michelle Gomez w roli Missy), jak i zupełnie nowych wrogów (Zombie?). Peter Capaldi jak zawsze jest świetny, łącząc powagę z zawadiackością (Doktor w okularach przeciwsłonecznych z gitarą – awesome!). A wszystko okraszone naprawdę klimatyczną muzyką. Ach, jeszcze końcowa scena z Maisie Williams. Wykapana Arya!

Pozostając w rodzinie BBC, wreszcie dostaliśmy fragment świątecznego odcinka Sherlocka, który rozgrywać się będzie w czasach właściwego Holmesa, czyt. XIX wieku. Całkiem przyjemna odmiana, tym bardziej, że zadbano o szczegóły. Ruch uliczny za pomocą dorożek, ubiór bohaterów – wszystko jakby wzięte z epoki wiktoriańskiej. Benedict Cumberbatch i Martin Freeman nic nie tracą ze swojego uroku. To tylko dowód na to, że duet Holmes & Watson jest na tyle uniwersalny, że może występować w dowolnych czasach. 

Przelatujemy teraz z Wielkiej Brytanii do USA, gdzie dostajemy kilka zapowiedzi. Zacznę od tej mniej emocjonującej, czyli trailera 6. sezonu The Walking Dead. Podoba mi się pomysł na rozłam wśród głównych bohaterów spowodowany pogłębiającym się szaleństwem Ricka, ale patrząc przez pryzmat poprzednich sezonów ciężko jest ocenić, czy faktycznie taki wątek pojawi się w serialu. Poza tym nie widzę nic szczególnego. O spin-offie nie będę się wypowiadać, gdyż w ogóle mnie nie interesuje. 

O wiele bardziej spodobał mi się trailer Heroes Reborn. Bardzo cenię poprzednie sezony i cieszę się, że wraca kilku starych znajomych. Do tego wątek prześladowania osób posiadających supermoce, przywodzący na myśl pogromy mutantów w komiksach Marvela, także zapowiada się ciekawie. Mam obawy jedynie odnośnie młodszej części obsady, lecz dalej jestem w stanie udzielić serialowi kredytu zaufania. 

Największym zaskoczeniem jest dla mnie Into the Badlands. Serial, o którym wcześniej w ogóle nie słyszałem, a na który teraz czekam z wypiekami. Połączenie dystopii kojarzącej się nieco z Igrzyskami śmierci, westernu i walk rodem z kina azjatyckiego daje interesującą mieszankę. Fabuła raczej nie będzie szczególnie porywająca, będąc pretekstem do kolejnych walk, jednak patrząc na konwencję jestem w stanie to zignorować. 

Sześć filmów i pięć seriali – tyle zapowiedzi faktycznie mi się spodobało. Rzecz jasna, poza wymienionymi swoje panele miały inne serie, które lubię, jak np. Gra o tron czy Hannibal. Problem w tym, że nie pokazały nic (w wypadku drugiego serialu nie ma w tym nic dziwnego – ostatni sezon właśnie trwa). Ostatecznie jestem zadowolony z tegorocznego Comic-Conu i mam nadzieję, że nie rozczaruję się kolejnymi pozycjami. 

Komentarze