[RELACJA] Polcon 2015




Tekst pierwotnie opublikowany na stronie Café Raptor w 2015 r.

Stwierdzenie, że Polcon jest imprezą specyficzną to w zasadzie truizm, jednak niektórzy o tym nie wiedzą bądź zapominają. Będąc najstarszym polskim konwentem, obecnie przyciąga zarówno starych wyjadaczy fandomu, jak i świeżą krew – grupy całkiem różne, oczekujące zupełnie innych doznań. Organizatorzy mieli zatem ciężki orzech do zgryzienia. Na pewno sprawy nie ułatwiała także presja związana z jubileuszem oraz ekipa składająca się z członków różnych klubów fantastyki, pochodzących z różnych miast. 

Ostatecznie ten ostatni fakt zaowocował bardzo dobrą organizacją. Widać było, że odpowiadali za nią najlepsi z najlepszych. Gdy przybyłem na miejsce, nie uświadczyłem żadnej kolejki do akredytacji. Wydawanie antologii w tym roku obyło się bez problemów, zaś rozwiązania wprowadzone w szkole noclegowej sprawdziły się znakomicie. Ochrona o dziwo nie robiła problemów z byle powodu, co zdarza się na niektórych konwentach. Wszystko to sprawiło, że czułem się znacznie lepiej niż w 2013 roku. 

Lokalizacja konwentu na Politechnice Poznańskiej miała swoje plusy, ale i istotne minusy. W obu budynkach było wystarczająco dużo miejsca: zarówno w salach, jak i na korytarzach. Dojazd do centrum także nie był większym problemem. Niestety, gorzej z dojściem do noclegowni, która położona była 2 kilometry dalej. Dodatkowo budynki Politechniki zamykano na noc, przez co zabrakło nocnych atrakcji oraz całodobowego games roomu – w obecnych czasach standardu na konwentach. 

Chociaż punkty programu, które mnie interesowały mógłbym wyliczyć na palcach obu rąk, pod tym względem nie mam wiele do zarzucenia. Od początku zdawałem sobie sprawę z tego, że Polcon stoi gośćmi oraz prelekcjami dotyczącymi literatury i nauki. Oba aspekty zasługują na pochwałę. Pisarzy było naprawdę wielu, a wśród nich znane nazwiska: Abercrombie, Noczkin, Grzędowicz, Kossakowska, Kańtoch czy też Sapkowski (tutaj należą się gratulacje dla Klaudii „Foki” Heintze za przywrócenie Poznania na fantastyczną mapę Polski :). Miałem z resztą okazję uczestniczyć w spotkaniu z tym ostatnim, które wypadło ciekawie. W prawdzie powtarzały się stare pytania (np. „Co pan myśli o filmie z 2001?” albo „Czy pomagał pan twórcom gry?”), ale na szczęście nie zdominowały one całości. 

Z twórczością Sapkowskiego związany był jeszcze jeden punkt programu, który odwiedziłem: konkurs wiedźmiński, w którym jedyną zmianą od Pyrkonu było wprowadzenie dwóch rund kalamburów. Pomysł ciekawy, ale przy takich pytaniach zupełnie nietrafiony. Ostatecznie jednak dzięki pomocy koleżanki z drużyny oraz ogromnemu szczęściu udało się zająć III miejsce. Miałem też okazję poobserwować konkurs z Pieśni Lodu i Ognia, lecz przez spóźnienie nie wziąłem w nim udziału. Mogę jednak stwierdzić, iż pytania stały na bardzo wysokim poziomie. 

Dominacja literatury na szczęście nie sprawiła, że miłośnicy innych mediów byli skazani na nudę, przygotowano bowiem bloki dla fanów filmu, komiksu, RPG, larpów, mangi i anime, a także szeroko rozumianej popkultury. Każdy zatem mógł znaleźć coś dla siebie. Z kilku zaplanowanych punktów wybrałem się w końcu na jeden, o komiksach związanych z Doktorem Who. I choć prelegent za bardzo rozwlókł swój wywód, przez co nie starczyło czasu na omówienie komiksów z ery New Who, widać było, że bardzo dobrze zgłębił temat. Ponieważ przyjemnie się słuchało tej prelekcji, a i dowiedziałem się wielu nowych informacji, oceniam ją pozytywnie. 

Jednym z ważniejszych wydarzeń była, jak co roku, Gala Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Jako że rozstrzygnięcie Pucharu Mistrza Mistrzów oraz Quentina zostało przeniesione na inne konwenty, całość nie potrwała długo. Prowadzący sprawdzili się znakomicie, obyło się także bez problemów technicznych. Uroczystość urozmaicił zachwycający estetycznie występ grupy Spin me. Krótko po nim zaczęła się najważniejsza część – ogłoszenie laureatów nagrody. W tym roku Zajdle wręczono Annie Kańtoch za opowiadanie Sztuka porozumienia oraz Michałowi Cholewie za powieść Forta. O ile w tym pierwszym wypadku jestem zadowolony, tak w drugim - zawiedziony (szczerze liczyłem na wygraną Tomasza Kołodziejczaka z Białą redutą). 

Zazwyczaj podsumowanie konwentu jest dla mnie trudne. Akurat w tym wypadku nie mam większych problemów. Jubileuszowy Polcon będę wspominał jako udany, choć niepozbawiony wad. Organizatorom udało się przygotować dobrą imprezę i chwała im za to. 

Komentarze