Tekst napisany na zaliczenie zajęć na studiach w 2015 r.
Związek Stowarzyszeń Fandom Polski jest z pozoru wspaniałą
grupą ludzi połączonych przez zamiłowanie do fantastyki wszelkiego rodzaju,
wspólnie promujących swoją pasję oraz wspierających organizatorów konwentów. Gdyby
jednak zagłębić się w dyskusje członków Fandomu, jawi się obraz przypominający
sarmatyzm: ciągłe kłótnie, niechęć do jakichkolwiek zmian oraz jednoczenie się
wyłącznie w obliczu święta zwanego Polconem bądź zagrożenia takiego jak
oszczerstwa w prasie.
Jedna z takich sprzeczek rozpoczęła się na początku
2014 roku, gdy jedna z osób związanych z Fandomem natrafiła na wniosek o dofinansowanie skierowany do Ministerstwa
Kultury i Dziedzictwa Narodowego złożony przez organizatorów lubelskiego
Falkonu. Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, że przewidziano
regularnego wynagrodzenia głównym koordynatorom konwentu. Wynikła z tego polemika odnośnie tego, czy na
konwentach wypada zarabiać i czy jest to wciąż działalność fanowska. Dla
jednych Falkon stał się imprezą czystą komercyjną, zaś drudzy nie widzieli nic
złego w zapłacie za ciężką pracę przy tak dużym wydarzeniu. Początkowo nie
miałem zdania na ten temat, lecz po zagłębieniu się w argumenty obu stron
uznałem, że rację ma druga strona konfliktu.
Przede wszystkim należy pamiętać, iż nie określono
jednoznacznych warunków, które powinien spełniać idealny fan. Osobiście za
najlepsze kryterium uznaję to, które przedstawił dr Piotr Siuda w książce pt. Kultury prosumpcji. O niemożności powstania globalnych i ponadpaństwowych
społeczności fanów, według której najważniejszymi cechami fana są konsumpcja popkultury,
produktywność oraz wspólnotowość. Nie ma
ani słowa o tym, że nie można zarabiać na swojej pasji. Jeżeli organizatorzy
wciąż czują się związani z fandomem, zaś konwent jest przygotowywany przede
wszystkim dla idei, nie widzę powodu dla którego pieniądze nie mogłyby być
celem pobocznym.
Przeciwnicy podnieśli argument „Dlaczego w takim
razie twórcy programu oraz gżdacze mają pracować za darmo?” Warto zauważyć, że
jednak to po stronie koordynatorów leży odpowiedzialność prawna za organizację
i przebieg konwentu. To na nich ciąży presja związana z tym, by uczestnicy
dobrze się bawili. To oni niekiedy muszą brać urlopy, żeby załatwić sprawy
związane z wydarzeniem. To oni w niektórych przypadkach finansują imprezę z
własnej kieszeni. W związku z tym dobrze by było, gdyby ich wysiłki zostały
zrekompensowane. Prelegenci oraz wolontariusze z kolei zawsze są wynagradzani
za swoją pracę, chociaż w inny sposób. Czy to darmową wejściówką , czy to koszulką,
czy to innymi gadżetami, ale wciąż w odpowiednim stosunku do włożonego wysiłku
podczas konwentu.
Póki co niemożliwe jest przeżycie wyłącznie na
robieniu konwentów. Wynagrodzenia, o które wnioskowali organizatorzy Falkonu
oscylowały w granicach 600-1000 złotych miesięcznie. Należy brać poprawkę na
to, iż najprawdopodobniej dostali mniej.
Ważne jednak, że istnieje szansa. Od czterech lat organizuję konwenty i
cieszę się z tego, że mogę zrobić coś dla innych ludzi. Jeśli przy okazji
pojawi się możliwość zarobienia kilku groszy, chętnie z niej skorzystam. Dla
niektórych może stanę się okropnym kapitalistą, ale według samego siebie
pozostanę fanem.

Komentarze
Prześlij komentarz