Przez wiele lat nie byłem fanem gier skradankowych. Przyczyna była prozaiczna: brakowało mi cierpliwości. Zmieniło się to dopiero, gdy zagrałem w Deux Ex: Human Revolution. Choć miałem wybór między cichym i pokojowym rozwiązywaniem konfliktów, a sianiem chaosu i zniszczenia, częściej wybierałem to pierwsze rozwiązanie. Do tego gra urzekła mnie genialnym cyberpunkowym klimatem, charyzmatycznym głównym bohaterem oraz dość ciekawą intrygą.
Nic dziwnego zatem, że czekałem na kontynuację z niecierpliwością. Gdy tylko zapowiedziano Deus Ex: Mankind Divided, prawie że skakałem z radości, a na pewno wyrwało mi się „no kurwa nareszcie!” Zazwyczaj nie zamawiam gier w preorderze – wyjątek stanowił Wiedźmin 3: Dziki Gon oraz właśnie Rozłam Ludzkości. Teraz, gdy skończyłem grę, pora wydać werdykt – warto było czekać?
Fabuła rozpoczyna się dwa lata po poprzedniej części. Trzeba tutaj zaznaczyć, że lepiej nie podchodzić do Mankind Divided bez znajomości Human Revolution, bowiem cała sytuacja panująca w grze jest bezpośrednim efektem tego, co wydarzyło się pod koniec Buntu Ludzkości. Chociaż często w trakcie gry przypominany jest nam Incydent, w wyniku którego ludzie ulepszeni stali się grupą represjonowaną, znacznie lepszy ogląd da nam powtórka z pierwszej części przygód Adama Jensena.
A propos, co u naszego starego znajomego? Całkiem sporo, bowiem były szef ochrony Sarif Industries został agentem tajnej komórki Interpolu, dodatkowo po cichu współpracującym z grupą hakerów pragnących zdemaskować Iluminatów. Po raz kolejny wraz z nim zagłębiamy się w spiski, poznajemy sekrety korporacji oraz rozpracowujemy mechanizmy rządzące światem.
Światem, który nie przypomina już neorenesansowej rzeczywistości obleczonej w złoto znanej z Human Revolution. Jak już wspomniałem, w wyniku Incydentu podczas którego ludzie posiadający wszczepy biomechaniczne stracili nad sobą kontrolę, powstał wyraźny podział na „naturalnych” i „druciarzy”. I tutaj należą się ogromne brawa dla twórców za oddanie atmosfery tego apartheidu. Chodząc po ulicach Pragi (będącej głównym ośrodkiem naszych działań) wyraźnie widzimy, jak policja dba o to, by „ulepszeni” pozostawali z dala od normalnych, „porządnych” obywateli. Wcielając się w Jensena sami możemy odczuć jego efekty segregacji - a to jesteśmy zatrzymywani na ulicy celem wylegitymowania, a to musimy wsiadać w metrze do specjalnego wagonu tylko dla „druciarzy”.
Okej, klimat jest super, ale co z fabułą? Tutaj przechodzimy do tej smutniejszej części. Otóż ktoś ukradł połowę scenariusza! Tak to przynajmniej wygląda, bowiem akcja gry kończy się nagle, bez sensownego zwieńczenia. Teoretycznie główny wątek zamachów terrorystycznych zostaje zamknięty, ale co z pozostałymi? Patrząc na praktyki wydawcy* obawiam się, że reszta mogła zostać wycięta na potrzeby kolejnych DLC (potwierdzałby to dodatek do edycji premierowej, który ewidentnie powinien być częścią wersji podstawowej), ale to tylko przypuszczenie. Fakt pozostaje faktem – fabuła, choć ciekawa i wciągająca, nie daje poczucia satysfakcji. A szkoda, bo zadania (także te poboczne, które niekiedy wypadają lepiej niż główny wątek) oraz dialogi trzymają równy, solidny poziom. I wreszcie podjęte przez nas wybory mają znaczenie!
Na szczęście gra zachowała swoją najważniejszą cechę: możliwość przechodzenia na wiele różnych sposobów. W każdej misji mamy kilka różnych ścieżek, dających naprawdę dużo możliwości. Chcesz przemknąć jak duch, nikogo nie zabijając? Spoko. Wolisz wszystkich wymordować karabinem bojowym? Nie ma sprawy. Podobnie jest w wypadku konfrontacji z niektórymi przeciwnikami – możemy ich zwyczajnie zabić, ale można przemówić im do rozsądku/sumienia/rozumu i rozwiązać sprawę polubownie.
Pod względem mechaniki zmieniło się niewiele. W prawdzie usprawniono strzelanie, dodano kilka nowych umiejętności do odblokowania (np. zdalne hakowanie, spowolnienie czasu, wyrzutnia ostrzy czy fal uderzeniowych) oraz wprowadzono nowy system modyfikowania broni, ale to tyle. Jeśli ktoś oczekiwał rewolucji w rozgrywce, srogo się zawiedzie. Ja osobiście jestem zadowolony – Human Revolution było pod tym względem świetne, więc nie chciałem dużych zmian.
Tyle, jeśli chodzi o tryb fabularny. To wciąż jednak nie wszystko, bowiem jeszcze jest tryb Breach, polegający na jak najszybszym przechodzeniu specjalnie przygotowanych etapów z wykorzystaniem mechanik znanych z kampanii. Między kolejnymi poziomami możemy rozwijać zdolności hakera, w którego się wcielamy oraz kupować ekwipunek. Nie pograłem w niego za długo z jednego powodu: wydaje się wciśnięty na siłę.
Choć kilka elementów wyraźnie nie zagrało, Deus Ex: Mankind Divided nie rozczarowało mnie tak mocno jak kilka innych tegorocznych tytułów i ostatecznie oceniam je pozytywnie. Mam tylko nadzieję, że na kontynuację historii nie przyjdzie nam czekać tak długo, jak ostatnio.
*Poza wspomnianym DLC wyraźnie wyciętym z podstawowej wersji, w grze pojawiają się mikropłatności. Tak, mikropłatności w grze dla jednego gracza. Do tego będące w rzeczywistości płatnymi kodami, bowiem za gotówkę dostaniemy Pakiety Praxis do rozwoju postaci oraz wirtualne kredyty. Z kolei przepustka sezonowa ma zawierać… Tylko dwa dodatki fabularne. Reszta to Praxisy i kredyty.

Komentarze
Prześlij komentarz