[FELIETON] 80 lat Mrocznego Rycerza


Gdy w Pytaniu na śniadanie zapytano mnie o ulubionego superbohatera, z pewnym wahaniem odpowiedziałem, iż jest nim Iron Man. Prawda jest jednak nieco inna. Jako że wywiad dotyczył Marvela, podałem swojego ulubionego herosa z tej stajni. Gdybym jednak miał podać tego najlepszego z najlepszych, padłoby na postać z „tej drugiej firmy od superbohaterów”. Rycerza, który w tym kończącym się właśnie miesiącu obchodzi 80. urodziny i z którym wiążę mnóstwo wspomnień. 

Moja przygoda z Batmanem zaczęła się jakieś 20 lat temu, gdy jeszcze przed przedszkolem z wypiekami na twarzy śledziłem jego perypetie w Batman: The Animated Series. Było to jednak tak dawno, że pewne szczegóły się zatarły. Do niedawna byłem pewien, że oglądałem go w weekendowe ranki w wersji dubbingowanej razem z przygodami Supermana na TVP1. Problem w tym, że według Wikipedii żaden z seriali nie był tam emitowany - gacek w tej wersji (choć już z innym dubbingiem) w telewizji pojawił się dopiero w 2008 r. na Zig Zapie, zaś Kryptończyk dostępny był tylko na Canal+. Nie pamiętam też, kiedy dokładnie i dlaczego zacząłem oglądać. 

Wersja z dubbingiem istniała jednak już wtedy na kasetach VHS, a te oglądałem na pewno. Dawniej, gdy ul. Tumska w Płocku jeszcze tętniła życiem, była moim ulubionym miejscem w mieście. Przede wszystkim dlatego, że znajdował się tam sklep z zabawkami Różowa Pantera oraz wypożyczalnia kaset, dzięki której niektóre odcinki oglądałem kilkanaście razy. W pewnym momencie udało mi się namówić ojca, by w sklepiku tam się znajdującym, kupił mi jedną kasetę (dokładniej – Pingwin) na własność. Był to mój skarb, oglądany kilkadziesiąt razy. Z czasem kolekcja powiększyła się o Batman i Mr. Freeze: SubZero (który dopiero teraz w pełni doceniam – wówczas wydawał mi się dość nudny) oraz odcinki nagrywane samodzielnie. Do tego z ojcem odkryliśmy dwie inne wypożyczalnie w mieście. W jednej z nich bardzo zaciekawiło mnie pudełko po filmie Batman: Maska Batmana (rewelacyjne tłumaczenie, nie ma co), lecz kaseta nigdy nie wróciła do właścicieli, zatem obejrzałem go dopiero na studiach. 

Mógłbym jeszcze wymienić kilka anegdotek z dzieciństwa związanych z Mrocznym Rycerzem, jak np. nieudane polowanie na figurkę Mr. Freeze’a zobaczoną w przedszkolu. Skupię się jednak na jednej, z wakacji nad morzem. Pewnego dnia rodzice powiedzieli, iż mają dla mnie niespodziankę i pojedziemy w pewne miejsce. Zabrałem zatem swoją nieodłączną zabawkę – Batmana z serii TAS w wersji morskiej/podwodnej i poszedłem do samochodu. Po jakiejś godzinie wysiedliśmy na placu w Ustce, gdzie kręciło się trochę ludzi. Większość skupiała się wokół mężczyzny w czarnym stroju i masce z uszami oraz jego pojazdu. Na widok Batmana zareagowałem przerażeniem. Ten jednak podszedł do mnie i uspokoił, po czym wsadził do Batmobilu. 

Po serialu przyszła pora na filmy. Wstyd się przyznać, ale w tamtym czasie bardziej ceniłem części nakręcone przez Schumachera, a nie mroczne i momentami straszne dzieła Burtona. Szczególnie upodobałem sobie – o zgrozo – Batmana i Robina, który był pierwszym filmem, jaki obejrzałem na DVD. Kolorowość i czerstwe żarty wówczas mi nie przeszkadzały, a nawet wręcz przeciwnie. 

Dopiero potem nadeszła kolej na komiksy wydawane przez TM-Semic, w które zaopatrywał mnie ojciec w jednym z antykwariatów. Czy je czytałem? W tamtym okresie nie, gdyż jeszcze niezbyt umiałem. Zostawało tylko przeglądanie rysunków. Dopiero po jakichś trzech latach zapoznałem się ze zgromadzonymi historiami. Kolekcja niestety przepadła po którejś z przeprowadzek i nawet tytułów już nie pamiętam. Są tylko dwa wyjątki: jeden to komiksowa adaptacja Batmana i Robina, zaś drugi – 74. numer serii Batman, z Jeanem Paul-Valleyem na okładce. 

Wszystko jednak wracało do seriali animowanych. Po przygodach Bruce’a Wayne’a przyszła pora na Terry’ego McGinnisa w Batmanie Przyszłości. Zupełnie nowi bohaterowie w znacząco odbiegającej od dotychczasowej stylistyce, ale i tak perypetie młodszego herosa bardzo mi się spodobały. Na tyle, że z chęcią sięgnąłem po pełnometrażowy film Batman: Powrót Jokera. I to był błąd. Wywarł on bowiem we mnie taką traumę, że do dzisiaj nie obejrzałem go ponownie. Choć może niebawem się to zmieni – tak jak wielokrotnie bohater z Gotham pokazywał, trzeba się mierzyć ze swoimi lękami. 

Batman cały czas towarzyszył mi w procesie dorastania, choć nie wiązał się aż z takimi przeżyciami. Liga Sprawiedliwych (choć odcinki z Doktorem Destiny były bardzo mocne), Liga Sprawiedliwych bez granic (dopiero po latach się do niej przekonałem – za dzieciaka nie podobał mi się zalew różnych dziwnych superbohaterów, gdyż chciałem oglądać swoich ulubionych herosów), trylogia Nolana (tylko ostatnią część widziałem w kinie, za to podczas nocnej premiery), gry z serii Arkham czy klasyczne komiksy (na czele z Zabójczym żartemPowrotem Mrocznego Rycerza i Rokiem pierwszym) – wszystko to genialne dzieła popkultury, lecz były jednymi z wielu, które konsumowałem z biegiem lat. 

A mimo to wciąż to właśnie on jest moim ulubieńcem wśród całej plejady przebierańców. Każdą jego kolejną wersję czytam lub oglądam z przyjemnością (choć czasami jest ciężko, jak np. w Świcie sprawiedliwości). Dlaczego? Sam nie wiem. Być może ze względu na to, iż jako zwykły człowiek w masce i pelerynie musi ciągle znajdować sposoby, aby walczyć z przeróżnymi wrogami. A może to właśnie antagoniści tacy jak Joker, Two-Face, Pingwin czy Mr. Freeze sprawiają, że jego przygody są tak ciekawe? Zapewne oba te czynniki mają wpływ na mój odbiór. 

Wraz z 80-leciem istnienia postaci dobiegł także końca serial Gotham, który oglądałem regularnie od początku emisji. Momentami kiczowaty, ale ciekawie reinterpretujący wiele postaci oraz wątków. Zagłębiając się w historie dotyczące Mrocznego Rycerza lepiej się bowiem nie przywiązywać do jednej wersji bohaterów bądź zdarzeń. Piękno tkwi w różnorodności. Niektóre historie alternatywne, jak np. Batman w świetle lamp gazowych, sprawiają mnóstwo frajdy. 

Już w tym roku będziemy mieli okazję zapoznać się z kolejną alternatywną opowieścią, poświęconą genezie Jokera. Niedługo także zobaczymy na wielkim ekranie Roberta Pattinsona (tak, już oficjalnie) w roli Człowieka-Nietoperza, zaś w międzyczasie ser Jorah Mormont zagra go w Titans. Szykują się ciekawe dzieła do oglądania, a do tego regularnie dostajemy komiksy (oby wreszcie Bruce i Selina się ogarnęli). W najbliższym czasie nie ma zatem mowy o stagnacji i nudzie. 

Sto lat, Mroczny Rycerzu. A nawet więcej: obyś żył wiecznie.

Komentarze