Obejrzenie premierowego pokazu najbardziej wyczekiwanego serialu to marzenie dla wielu osób, w tym także i moje. Dzięki odrobinie szczęścia oraz pisarskiego kunsztu udało mi się je zrealizować. Oczywiście rzeczywistość okazała się inna od imaginacji, ale po kolei.
Wraz z Martą oraz Tomkiem z "Ubieram się na czarno, bo jestem z Nocnej Straży" dotarliśmy na miejsce o 16:40, mijając po drodze pochodnie oświetlające ścieżkę. Już ten drobny detal wywołał u nas pozytywne wrażenie, a to dopiero początek. Kolejka wówczas nie była długa, ale otwarcie "kas" odbyło się z opóźnieniem (zamiast 17:00, wystartowały o 17:15), zatem finalnie zebrał się niemały tłum. Na szczęście obsługa przebiegała sprawnie - wystarczyło, że podałem nazwisko, pokazałem maila z zaproszeniem i już miałem opaskę uprawniającą do wejścia. Niestety, nie u wszystkich procedura ta przebiegała tak dobrze.
Dwa okienka, dwie kolejki i zero informacji, do której należy się udać.
Po przejściu kontroli wykrywaczem metalu, ruszyliśmy do budynku trybun. Na wejściu trafiliśmy na ściankę do zdjęć, przy której później można było spotkać aktorów (co widzieliśmy tylko na ekranie, lecz o tym za moment). Z kolei po przejściu za nią, zaskoczyły nas dodatkowe atrakcje. Przy jednym stanowisku, stylizowanym na siedzibę czarodzieja lub czarodziejki, spróbować można było eliksirów (tzn. drinków bezalkoholowych). W centrum drugiego stał cintryjski tron, na którym można było sobie zdjęcie. Gwiazdą ostatniego była zaś znana już fanom śledzącym informacje serialowe kikimora, przy której wykonywano zdjęcia w formie gifa do wysłania mailem lub SMSem. W połączeniu z krążącymi dookoła cosplayerami i larpowcami, gałęziami przy ścianie naprzeciw szatni oraz mgłą unoszącą się nad ziemią, wszystko to robiło niesamowite wrażenie. W tym aspekcie Netflix się naprawdę postarał.
Stanowisko alchemiczne robiło świetne wrażenie.
Jako że dostaliśmy informację, że do 18:00 musimy zająć miejsca, weszliśmy z Martą na salę, w której miała odbyć się projekcja. Kolor końcówki opaski określał strefę, do jakiej należało przejść. Trafiliśmy do drugiego rzędu, co z jednej strony dawało nam bliższe spojrzenie na kolejne atrakcje, lecz z drugiej utrudniało podczas seansu odczytanie napisów. Na siedzeniach leżał popcorn w papierowej torbie z logiem serialu oraz woda w pięknej, szklanej butelce. Bardzo dobrze, że pomyślano o tym aspekcie, biorąc pod uwagę zakaz wnoszenia jedzenia oraz napojów na teren obiektu.
W takich pięknych butelkach dostaliśmy wodę.
Szkoda jednak, że organizatorzy nie pomyśleli o uczestnikach w innych kwestiach. Gdy trafiliśmy na salę, na ekranie wyświetlany był dobrze znany banner serialu, zaś w tle leciał motyw muzyczny Geralta. Brzmi fajnie? To wyobraźcie sobie teraz taką sytuację trwającą DWIE GODZINY. Ten sam obraz, ta sama melodia w kółko. Gdy ok. 18:45 pojawiło się na ekranie odliczanie, myśleliśmy, że wreszcie zacznie się coś dziać. I owszem - został zaprezentowany spot serialu. Tyle, wracamy do gapienia się na twarze wiedźmina, czarodziejki i księżniczki przy akompaniamencie tej samej muzyki. Nie macie pojęcia, ile detali można dostrzec w tym czasie. Sytuacja z odliczaniem powtórzyła się jeszcze raz w pewnym momencie. Dwa razy wyszedł do nas Tomasz Kammel pełniący rolę konferansjera, zapewniając, że już niebawem się wszystko zacznie, że czeka na nas wiele atrakcji i jakie mamy niesamowite szczęście, że tam jesteśmy. Nie powiedziałbym jednak, że jakoś to umiliło spędzony czas.
Kammel próbował rozruszać ludzi, ale raczej średnio czuł klimat wiedźmiński.
W pewnym momencie banner został zastąpiony wspomnianymi wcześniej pokazami celebrytów na ściance do zdjęć. I chociaż stanowiło to pewne urozmaicenie, to przyjemność psuł wciąż puszczany z głośników motyw muzyczny. Jakby tego mało, poza polskimi gwiazdeczkami, pojawili się tam także aktorzy z serialu wraz z showrunnerką oraz Tomkiem Bagińskim, dzięki czemu część fanów zdobyła autografy i zdjęcia z nimi. Szkoda tylko, że nikt nie poinformował o takiej możliwości ludzi, którzy siedzieli na sali przez tyle czasu.
Nie wiesz, jak urozmaicić event? Zorganizuj fireshow.
Godzina 20:00, zaczęło się wreszcie robić ciekawiej. Na scenę weszła wówczas grupa dziewczyn wykonująca całkiem przyzwoite fireshow (z jedną drobną wpadką, ale ja to już traktuję jako normę przy tego typu pokazach). Po kilkunastu minutach przerwy nadeszła wreszcie chwila, gdy na scenę wkroczyła Lauren Hissrich, która najpierw zaprezentowała nowiutki materiał promocyjny pt. Świat wiedźmina, a za raz po niej Bagiński, Freya Allan (wcielająca się w Ciri), Anya Chalotra (Yennefer) i boski Henry Cavill. Wzięli oni udział w panelu, podczas którego Kammel zadawał pytania. Jak można się było spodziewać, nie były one szczególnie wymyślne, choć trafiły się ze trzy fajniejsze. Tłumaczenia wypowiedzi uczestników pojawiały się w formie tekstu na wielkim ekranie, jednak z dość sporym opóźnieniem. Rozmowa trwała wyjątkowo krótko, przez co nawet na pamiątkowe zdjęcie nie zaproszono Joeya Bateya (Jaskier).
Najlepsze zdjęcie z aktorami, jakie mogłem zrobić.
Godzina 21:00, wreszcie rozpoczął się pokaz odcinków. Naszą szerszą opinię odnośnie serialu poznacie z kolejnych artykułów, zatem ograniczę się do krótkiego opisu wrażeń.Moim zdaniem niektóre elementy wypadają rewelacyjnie, lecz z innymi jest znacznie gorzej, np. z wydarzeniami rozgrywającymi się w Aretuzie. Na szczęście cała główna obsada doskonale sobie radzi z powierzonymi rolami – szczególnie Cavill oraz Batey.
Seans skończył się o północy. Przy odbiorze kurtek z szatni, dostaliśmy medaliony wiedźmińskie, co było fajnym gestem. Nie zmienia to jednak mieszanych wrażeń z całego wydarzenia. O ile nie można mu odmówić rozmachu, to włożone pieniądze nie przykryją ewidentnych błędów organizacyjnych.
W sumie zapomniałem, że zrobiłem sobie zdjęcie z jednym aktorem. Proszę państwa – Tadeusz Pudełko, słynny odtwórca roli Benedylberta z serialu “Dwa miecze i amulet”!
PS. Przepraszam za jakość zdjęć, ale nie mogłem wnieść aparatu i musiałem sobie radzić smartfonem.








Komentarze
Prześlij komentarz