[RELACJA] ZjAva 4


Tekst został pierwotnie opublikowany w zinie internetowym Bamaga w 2013 r.

Do Warszawy nasza grupka miłośników fantastyki, składająca się ze mnie, Dragon Warriora, Ktulu oraz Bambuska, przybyła krótko po dziewiątej. Dojazd na samo miejsce czwartej edycji ZjAvy zajął nam kilka minut, chociaż podejrzewam, że gdyby nie pomoc GPSa, byłoby znacznie trudniej. Mimo nie najlepszego umiejscowienia Gimnazjum nr 47 doskonale spełniło funkcje konwentowe. 

Na dzień przed imprezą organizatorzy powiadomili wszystkich, że ze względu na problemy w drukarni informatory nie dotrą na czas. Na szczęście już po kilku godzinach każdy uczestnik mógł już się zaopatrzyć w broszurkę. Nim dotarły, rolę pomocy w orientacji na konwencie pełniły mapy i tabele programowe rozwieszone na ścianach. 

Po szybkiej akredytacji i pozostawieniu rzeczy w sleep roomie (który dobrze spełniał swoje zadanie) ruszyłem rozejrzeć się po terenie konwentu. Sprzedawcy dopiero rozkładali swoje różnorodne stoiska: od wydawcy magazynu „Coś na progu” i Komikslandii, przez gry planszowe, bitewne i RPG Rebela, Portala czy Graala, do koszulek, przypinek i innych gadżetów. 

Po przejściu po stoiskach wkroczyłem do games roomu. Przez chwilę byłem w głębokim szoku. Dotychczas duży games room to było 60 gier. Na ZjAvie miałem przed oczyma przynajmniej dwie setki planszówek. W prawdzie pograłem tylko w te, które wcześniej znałem, ale i tak jestem pod wrażeniem. 

O jedenastej ruszyłem na konkurs wiedzy o jednej z moich ulubionych serii gier cRPG – Mass Effect. Prowadzący starannie przygotowali pytania pogrupowane w sześciu kategoriach (Historia, Postacie, Organizacje, Rasy, Technologia i Omega-4) podzielonych na trzy stopnie trudności. Dodatkowo każdy z uczestników miał możliwość skorzystania ze „skoku przez przekaźnik” – koła ratunkowego, dzięki któremu mógł otrzymać inne pytanie z wybranej wcześniej kategorii (tylko o stopień łatwiejsze). Ostatecznie nie udało mi się wygrać, gdyż pozostali uczestnicy mieli większą wiedzę na temat uniwersum. Mimo to bawiłem się bardzo dobrze. 

Zaraz po wyjściu z sali konkursowej popędziłem do sali, w której miał odbyć się larp Dragon Warriora i Ktulu, nawiązujący do popularnego serialu The Walking Dead. W prawdzie na początku był problem ze znalezieniem odpowiedniej ilości graczy, jednak ostatecznie udało się zwerbować kilka osób. Nie będę spoilerować fabuły bo larp być może zostanie wystawiony na innych konwentach. W każdym razie Mistrzowie Gry przygotowali naprawdę emocjonującą historię oraz ciekawe mechanizmy rozgrywki, zaś gracze naprawdę wczuli się w swoje role. 

Na kolejną atrakcję przygotowaną w programie przyszedłem o osiemnastej. Była to prelekcja niejakiego Erpegisa, zatytułowana „Najgłupsze potwory w RPG”. Wiedzieliście, że pozornie pusty pokój może tak naprawdę być kilkoma różnymi monstrami? Poza prezentacją różnych dziwnych stworów (w większości pochodzących z D&D) prowadzący przedstawił kilka przyczyn tworzenia takich nietypowych kreatur. Świetna, humorystyczna prelekcja. 

Po zakończeniu wstąpiłem na chwilę na panel „Czy dziewczyny dzielą fandom?”. Na chwilę, gdyż szybko stamtąd wyszedłem. Jak się potem okazało, całkiem słusznie. Z braku lepszych pomysłów postanowiłem pójść na prelekcję Zeda pt. „Serialowa wiwisekcja”. I nie zawiodłem się. Prowadzący w dużej mierze przedstawiał seriale, których realia da się przenieść do sesji RPG, oraz tłumaczył jak prowadzić kampanię o konstrukcji serialowej. Duża dawka spoilerów mnie nie zraziła i na pewno część z zaprezentowanych seriali sprawdzę za jakiś czas. 

Gdy prelekcja się skończyła, ruszyłem na kolejną, także związaną z RPG: „Jak przygotować się do sesji…” Nurglinga. Przez cały czas czułem, że jestem w innym świecie. Otoczony przed doświadczonych graczy oraz Mistrzów Gry, słuchałem historii z prowadzonych przez nich sesji. Ostatecznie doszło do arcyciekawej dyskusji na temat „Kto ma sprawić, aby wszyscy dobrze bawili się podczas gry?”. Poglądy były różne. Jedni uważali, że jedynie Mistrz Gry powinien o to dbać, drudzy – że za to odpowiadają wszyscy biorący udział w RPG. 

Poza atrakcjami zawartymi w programie uczestnicy konwentu przygotowali dodatkowe. Tuż przed północą wraz z nowo poznanymi znajomymi (oraz koleżanką z dawnych lat) zebraliśmy się na larp „Kontener” prowadzony przez dwóch gżdaczy (dyżurnych konwentowych). Nie chcę zdradzać szczegółów, ponieważ nawet najlepszy spoiler mógłby zepsuć zabawę. Ponadto każdy powinien przeżyć taką grę na własnej skórze. To było niezwykłe doświadczenie, podczas którego mogłem zrozumieć jak czuje się człowiek, który jedzie na śmierć. Nie licząc późniejszych gier i zabaw do białego rana, podczas których wszyscy padaliśmy ze śmiechu, była to ostatnia atrakcja pierwszego dnia ZjAvy. 

Pierwszą atrakcją, na jaką udałem się drugiego dnia, był panel „Dobrym graczem być…” prowadzony przez Dragon Warriora, który w ciekawy sposób opisywał jak gracze powinni zachowywać podczas sesji RPG bądź larpa. Wyjaśnił także, na czym polega różnica między różnymi rodzajami gry. 

Następnie wziąłem udział w turnieju Wojnacji – gry bitewnej stworzonej przez wyżej wymienionego Dragon Warriora. Pomijając niską frekwencję oraz mizerne nagrody, bawiliśmy się całkiem dobrze. Ostatecznie, dzięki dobrej znajomości systemu, udało mi się zająć trzecie miejsce na podium. 

Jako że turniej skończył się wcześniej niż planowano, zdążyłem pójść na jeszcze jedną prelekcję: „Jak dobrze opisywać?” Skały, który opowiadał jakie zabiegi powinien stosować Mistrz Gry, aby jego opisy zaciekawiły graczy. 

Przez cały czas trwania konwentu trwały dwa wielkie konkursy: na Zjaviskowego MG, podczas którego gracze oceniali Mistrzów Gry prowadzących zgłoszone wcześniej sesje, i Zjaviskowego Gracza, którego wybierała komisja sędziowska oraz Mistrzowie sesji eliminacyjnych. Niestety, nie dane mi było poznać wyniku konkursu, gdyż przyszła pora na powrót do domu. 

Ogólne wrażenia? Bardzo pozytywne. Oczywiście organizatorzy popełnili kilka wpadek (przede wszystkim mam na myśli niepilnowanie porządku, czego konsekwencją były zabłocone podłogi mimo nakazu zmiany obuwia), lecz nie przeszkadzało to w świetnej zabawie. Moim zdaniem stowarzyszenie Avangarda stanęło na wysokości zadania. Nie mogę doczekać się przyszłorocznej edycji. 

Komentarze